Hiperpołączeni. Nowojorczycy na smyczy Komunikacja / Psychologia internetu

   Gdzie oni są? Gdzie próbują być? Są nieobecni, jakby gdzieś w innej przestrzeni. Ciągle bardzo zajęci, wiodą ekranowe życie, a ich codzienność podyktowana jest przez cyfrowy maksymalizm. Zapraszam na wycieczkę po Nowym Jorku – mieście awatarów.

Pamiętacie te romantyczne sceny z filmów, kiedy dwa psy na siebie wpadają, a później ich właściciele próbują je od siebie odciągnąć, ale zaczynają przyciągać siebie wzajemnie? Komedie romantyczne z happy endem. Jednak w rzeczywistości Nowojorczycy są bardzo zajęci i choć często posiadają psy, to nie mają czasu ich wyprowadzać. A przynajmniej nie samodzielnie. Dog walker (wyprowadzacz psów), to dosyć popularne zajęcie. Amerykanie płacą za wyprowadzenie psa, ale czy zdają sobie sprawę z tego, że jednocześnie sami pozostają na smyczy?

Pracuję w branży internetowej, więc oswojona jestem z ciągłym byciem online, powiadomieniami i wszechobecnymi smartfonami. Mimo to Ameryka mnie pod tym względem zaskoczyła. Zapewne też dlatego, że bacznie obserwowałam Nowojorczyków i tę nieustającą chęć bycia w kilku miejscach jednocześnie, z setkami osób, które nosimy w smartfonie. Ekranowe życie Nowego Jorku tętni!

Zapytaj Google’a o drogę

Zazwyczaj nie wiedzieli, że robię im zdjęcia, bo z pochylonymi głowami byli w innej przestrzeni. Zapatrzeni w ekrany nie łapią ze sobą kontaktu wzrokowego. Nie tylko w metrze – bo to także w Warszawie i w każdym innym metrze jest powszechne – ale także w kawiarniach, restauracjach, na ulicach. Wszyscy prowadzeni są przez zawartość smartfona. Potykają się na schodach, bo ich nie widzą. Kiedy pytasz o drogę, odskakują przestraszeni, jakby zobaczyli kosmitę, bo przecież dziś wszyscy, o wszystko, pytają Google’a. A nie człowieka, który jest obok.

Masz wszystko, tylko nie masz czasu

We włoskiej dzielnicy Nowego Jorku – Little Italy – zapytałam kelnera, który nigdy nie był we Włoszech, o dosyć trywialną kwestię…

– Lubisz Nowy Jork?
– Oh, kocham to miasto!
– A za co je kochasz?
– Tu jest wszystko! Tutaj wszystko możesz robić. Możesz codziennie robić coś innego, realizować się w każdym hobby, spotykać i poznawać ludzi. Kocham Nowy Jork!

Pomyślałam chwilę i kontynuowałam swoje dziwne pytania…

– Powiedziałeś, że można tu robić wszystko, ale to niemożliwe, żeby robić wszystko. Człowiek ma 24 godziny na dobę i musi wybierać. Nie da się robić wszystkiego. Ty robisz wszystko?
– No tak, masz rację. Ja pracuję codziennie do siódmej. Ale tutaj możesz wszystko. Kocham Nowy Jork!

Tak. Oczywiście, że jest to miasto ogromnych możliwości, ale czasami jesteśmy tak bardzo zajęci możliwościami jakie oferuje nam świat, że nie mamy czasu dostrzec… naszego braku czasu na to wszystko. Pędzimy, biegniemy. I tak bardzo Love New York City!

Prowadzeni przez smartfony

Patrząc z boku na nowojorską ulicę można odnieść wrażenie, że to miasto awatarów. Obowiązkowe atrybuty mieszkańców Wielkiego Jabłka to kubek (kawa, herbata, smoothie, cokolwiek…) i smartfon ze słuchawkami. Jeśli w metrze nie ma zasięgu, to z Instagrama lub Facebooka przełączają się na gry. Ale najchętniej przeglądają Facebooka. Najczęściej swój profil. Góra, dół, nowe lajki, komentarze, góra, dół i tak ciągle. Jeszcze raz. Może ktoś polubił, skomentował. Góra, dół.

Dzielnica finansowa to z kolei sprawdzanie poczty albo niekończące się rozmowy przez telefon. Zawsze jest coś do zrobienia. Do przeczytania, do odpisania, do podglądania. Hiperpołączeni – oto oni.

DSC_0770_2 DSC_0766 DSC_0739 DSC_0691_2 DSC_0095_2 DSC_0047_2_2 DSC_0039_2 DSC_0019 DSC_0016_2_3 DSC_0958 DSC_0955_2 DSC_0840_2 DSC_0839_2 DSC_0838_2 DSC_0834_2 DSC_0832_2 DSC_0820 DSC_0689_2 DSC_0682 DSC_0662 DSC_0663 DSC_0656 DSC_0642 DSC_0620 DSC_0535 DSC_0537 DSC_0522 DSC_0515 DSC_0516 DSC_0509 DSC_0510 DSC_0506_2 DSC_0503 DSC_0490 DSC_0486_2 DSC_0487 DSC_0321_2 DSC_0311_2 DSC_0302_2 DSC_0183_2 DSC_0167 DSC_0147 DSC_0111 DSC_0798_2 DSC_0784 DSC_0774_2 DSC_0772 DSC_0764 DSC_0761 DSC_0755 DSC_0747 DSC_0730 DSC_0726_2 DSC_0722 DSC_0710_2 DSC_0624 DSC_0576_2 DSC_0575 DSC_0570 DSC_0568_2 DSC_0661 DSC_0572 DSC_0094_2 DSC_0521 DSC_0043DSC_0850_2DSC_0940DSC_0952IMG_2177DSC_0162

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go w portalach społecznościowych 🙂
Share on Facebook206Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn43Pin on Pinterest0Share on Google+2Email this to someone

Komentarze

  1. Świetne zdjęcia 🙂 Nie spodziewałbym się takich widoków po NY.

  2. Joanna Stopyra mówi: Wrzesień 20, 2015 at 11:37 pm

    Genialne!!!!
    To o miejsca na TYCH ekranach rozbija się dziś walka każdej marki. A Twoja galeria potwierdza tylko, że serio jest o co walczyć 🙂

  3. Zgadzam się z tym, co tu napisałaś jeśli chodzi o zapatrzenie w ekrany urządzeń 😉 Śmieszyły mnie sytuację textujących/czytających/oglądających/gadających na facetimie/ itp. którzy wchodzili niespodziewanie na przejście dla pieszych wprost pod kołą, choć jak wiesz, w nyc możesz spokojnie spacerować na czerwonym 😉 A tak serio, to jeżeli ktoś nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego nyc ma możliwości, których nie ma nigdzie indzej na świcie (a wierz mi, że tak jest!) to znaczy, ze mógłby mieszkać gdziekolwiek indziej nie wiedząc, że nowy jork w ogóle istnieje.

  4. Kolarze na smyczy…na dużych wyścigach kolarskich np. Tour de France zawodnicy jeżdżą ze słuchawkami i jest o to spór, bo taki kolarz nic już nie musi myśleć i się rozglądać, kto tam odskoczył, co ma robić…on dostaje przez słuchawki dyspozycje i jest w sumie takim dyspozycyjnym robotem, który ma tylko pilnować aby się nie przewrócić. Wbrew temu kraks jest coraz więcej, bo zawodnicy mają wyłączone myślenie, bo za nich ktoś inny to robi… i oby nie doszło do tego, że wielkie wyścigi będą rozgrywane na dużych halach na rowerach stacjonarnych, na których można wszystko zaprogramować, a kibice będą śledzić to na swoich monitorkach. Bo już się organizatorzy zastanawiają co zrobić, aby było mniej kraks. A szkody by było,jakby komuś jakiś szaleńczy pomysł wpadł do głowy, bo oglądać wielkie wyścigi kolarskie przy dzisiejszych realizacjach to telewizyjne zwiedzanie świata… A sam się łapię na tym, że teraz zamiast delektować się grą naszych siatkarzy, to klikam na stronach live, aby być na bieżąco z wynikiem…

  5. Wioletta Gołębiowska mówi: Wrzesień 23, 2015 at 4:29 pm

    Przywiązanie ludzi do smartfonów daje markom szansę wyjątkowo łatwego dotarcia z dobrze dobranym komunikatem do konkretnego człowieka, w konkretnym miejscu i we właściwym czasie.
    Najważniejsza jest przy tym kompatybilność przekazu z profilem odbiorcy i jego bieżącą potrzebą. Ze zrozumiałych względów atakowanie go niechcianymi komunikatami doprowadzi do jego rozdrażnienia. Marki mogą jednak wykorzystać fakt, że osoby spacerujące np. po galerii handlowej są tam, gdyż tego chcą i prawdopodobnie czegoś szukają (a przynajmniej są otwarte na znalezienie czegoś). A zatem stworzenie wartościowej informacji (np. o promocji, odbywającym się nieopodal wydarzeniu czy nowym produkcie, itd…) nie powinno przysporzyć marce żadnych problemów. Powiązanie wysyłki komunikatów na smartfony z technologią beaconów jeszcze bardziej zacieśnia relację z klientem lub potencjalnym klientem marki i zwiększa szansę jego zainteresowania przekazem. Bowiem skoro znajduje się w danym obiekcie, gdzie zainstalowane są beacony, prawdopodobieństwo jego zainteresowanie marką jest bardzo duże. Wysłanie mu w takim momencie spersonalizowanego przekazu może okazać się dla marki bardzo efektywne.

  6. Przyznam szczerze, że ten artykuł przesłałem chyba wszystkim znajomym i czytam go sam już 10-ty raz… – troche z niepokojem spoglądając w lustro. Niemniej, jak efektywnie wykorzystywać Smarthony i nasze przywiązanie do nich w komunikacji? Dla mnie Durex #Connect – jest mistrzem! Stworzył aplikację, którą pary mogą się dzielić, która zbliża i pozwala na nieziemskie uniesienia i oderwanie się od rzeczywistości… a to wszystko dzięki połączeniu przyjemności z Durexem! @Durex brawo za odwagę, chcemy tego więcej – a poniżej link do prezentacji aplikacji:

    https://www.youtube.com/watch?v=O925jNVmpOQ

    Zachęcam 😉
    JS

  7. Na mnie wrażenie zrobili liczeni w setkach tysięcy turyści w Pradze, z których każdy robił sobie selfie. Przywiozłam tyle samo zdjęć z selfiemanami. Sama też korzystam tyle samo z telefonu, i dopóki jestem w towarzystwie ludzi z telefonem w ręku w niczym to nie przeszkadza, bo oprócz tego, że jesteśmy live, to jesteśmy wszyscy online ze sobą połączeni i najczęściej w ramach konwersacji również do siebie piszemy czy coś sobie pokazujemy. Nie ma tutaj spadku jakości rozmowy ani kontaktu. To jest tak samo,jak dyskutowanie podczas meczu, wyjścia, oglądania tv czy robienia czegokolwiek innego wspólnie. Telefon też jest wspólny i wspólne jest to co w nim. Zaglądanie do smartfona przeszkadza tylko w towarzystwie osób od sieci odłączonych, które nie rozumieją takiego zachowania i mogą się poczuć obrażone lub zlekceważone przez to, że nie patrzysz wyłącznie na nich. W tych sytuacjach staram się telefon odłączyć od sieci, w innych jest on po prostu elementem codzienności. Pytanie, czy obcy sobie ludzie, stojący na przystanku obok siebie kiedykolwiek ze sobą rozmawiali,albo patrzyli na siebie? Wątpię. Owszem, patrzę na ludzi jakieś 3 minuty po wejściu do tramwaju, potem patrzę w okno, a ostatnio w telefon. Mimo wszystko nieładne jest gapienie się. A zagaduję do sąsiadów bardzo sporadycznie, jeśli coś się zdarzy, albo wyjątkowo ktoś mi się spodoba. Nie sądzę, że telefon coś tu zmienił, raczej zajął i wypełnił czas, który spędzaliśmy na patrzenie w przestrzeń i myślenie o czymś tam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *