Postanawiam nie postanawiać Lifestyle

Październikowy wieczór, centrum Warszawy. Wizyta rodziców. Jeśli mieszka się prawie 400 km od rodzinnego domu, to taka wizyta zawsze jest celebracją. I dobrą okazją do ważnych rozmów…

– Mamo, tato… postanowiłam nieco zmienić swoje życie – zaczęłam nieśmiało, ale zdecydowanym głosem.
– To znaczy? – Zapytała zaciekawiona mama.
– Wyjeżdżam w roczną podróż – rzuciłam.

Tata w tym momencie koncertowo zakrztusił się śliwkową choyą. Filmowa scena. I tak rozpoczął się długi wieczór i jeszcze dłuższy weekend. Na koniec wynieśliśmy z mojego mieszkania pianino, które pojechało do Żywca i rozpoczęło etap wyprowadzki.

Mieszkanie opuszczone, klucze oddane, życie spakowane do kartonów. Krok po kroku ucinane kolejne zobowiązania zawodowe i pytania. – Nowe wyzwania? Powodzenia! Ale nie, żadnych wyzwań, wręcz przeciwnie. Koniec z wyzwaniami!

Jak pisał Milan Kundera „szybkość jest formą ekstazy, którą rewolucja techniczna złożyła człowiekowi w darze, a ekstaza, podobnie jak szybkość, to specjalność młodego wieku”. Ale to nad czym Kundera ubolewał, to zanikanie przyjemności z… powolności. Powolność? W naszych czasach? W naszej kulturze? Absurd nie do przyjęcia.

Miniony rok był dla mnie absolutnie szalony, szybki, obfity. To był dobry rok. Czasami starałam się być w dwóch miejscach jednocześnie. Czasami próbowałam w trzech. Wyskakiwałam sobie w mailingach i w serwisach społecznościowych. Przejechałam Polskę wzdłuż i wszerz. Niezliczone konferencje, szkolenia, spotkania, uściski dłoni. Wielu wspaniałych ludzi. Kilka rozczarowań. Dużo lekcji od życia. I wreszcie powiedziałam sobie dosyć.

Kiedyś znajomy, znakomity dziennikarz śledczy, powiedział mi, bym nie podchodziła do zarządzania relacjami jak do zarządzania firmą. Wykpiłam go wtedy. A jak mam podchodzić? Spece od efektywności, produktywności i ogólnie pojętego życiowego szczęścia właśnie tak każą robić. Zarządzać sobą, czasem, ludźmi, talentami. Wszystkim. Zarządzać, rządzić, dzielić, optymalizować. Produktywność, sukces. Szczęście czy sukces. Co jest najpierw? Czy szczęście przynosi sukces, czy sukces przynosi szczęście?

Im bardziej tkwiłam w świecie nowych technologii, wirtualnych kontaktów z ludźmi, ciągłym pośpiechu, tym mocniej czułam, że jakość mojego życia spada. Na to, co naprawdę jest w życiu ważne, przestałam robić miejsce. Medytacja dawała mi uspokojenie myśli, a jednocześnie uświadamiała, że życie w kołowrotku nie prowadzi mnie tam, gdzie chcę zmierzać.

Jak pisze Wojciech Eichelberger w Krótko mówiąc: „System ekonomiczny, w którym żyjemy, w coraz mniejszym stopniu nam służy. Nie pozwala żyć po ludzki, realizować najistotniejszych aspiracji: potrzeby poświęcania innym czasu i uwagi, potrzeby uczestniczenia w społeczności, która uczy, wspiera i chroni, potrzeby tworzenia trwałych związków, kochania się, przyjaźnienia i wychowywania dzieci, bycia w zgodzie z przyrodą, ze sobą oraz z własnym sumieniem, potrzeby wolnego czasu, wolnej twórczości, doświadczania radości i zachwytu, potrzeby duchowych, poszukiwań i czynienia dobra”. Tego wszystkiego zaczynało mi brakować. Coraz mocniej i mocniej.

Podróże, które odbyłam w 2015 roku nie były przypadkowe. Najważniejsze lekcje to Kuba i Nowy Jork – zupełnie różne miejsca. Zderzenie świata ultranowoczesnego, w którym ludzie zapominają o sobie i gapią się bezmyślnie w swoje smartfony, ze światem, w którym internet pojawił się kilka miesięcy temu, a i tak, jako towar deficytowy. Najważniejsze na Kubie są za to autentyczne kontakty z ludźmi. Z ludźmi, którzy mają niewiele, ale mają zawsze ogromne serce. Z ludźmi, których mądrość życiowa nigdy nie musiała być mierzona lajkami na Facebooku.

Eichelberger opisuje europejską wyprawę w Himalaje, która chce pobić kolejny rekord. Himalaiści biegną przez kilka dni, by zaliczać kolejne bazy, aż w końcu wynajęci tragarze, po których nie widać zmęczenia zatrzymują się. Zdziwieni ludzie Zachodu nie wierzą własnym oczom.

– Czemu tak siedzicie bez sensu? Przecież szkoda czasu!
– Musimy zaczekać na nasze dusze, żeby miały szanse nas dogonić.

Moją roczną koncepcję podróży też przedefiniowałam. Zrezygnowałam z wyznaczania kolejnych punktów, krajów do odwiedzenia i celów. 2016 rok spędzę gdzieś w świecie. Pewnie będzie mnie można znaleźć na Kubie i w Himalajach. Gdzie jeszcze? Nie wiem i nie chcę wiedzieć.

A jak z życiem zawodowym? Z tymi wszystkimi lajkami? Z prowadzenia firmy wycofałam się i chcę poobserwować rynek z większego dystansu. Skończę pisać drugą książkę, może z czasem zaangażuję się w ciekawe projekty. Głęboko wierzę, że tak jak zmienił się współczesny konsument, tak jak zmienia się rynek, tak też musi zmienić się komunikacja. Komunikacja którą dzisiaj karmią nas media i którą my, marketingowcy, karmimy konsumenta. Wreszcie ta cała papka, którą karmi się branża. Osobiście czuję się tym wszystkim zmęczona i udaję się w poszukiwaniu nowej jakości. Przed siebie.

„Czyżby jedyna nadzieja była w tych padających z wyczerpania, doświadczających lekcji pokory wobec własnej człowieczej natury, która zdradzana i ignorowana prędzej czy później upomni się o swoje dobra? (Oby tylko chcieli, nie wstydzili się i zdążali dawać świadectwo). Czyżby to oni, którzy nie chcą się już ścigać, byli awangardą nowego wieku? Myślę, że nadzieja również w tych, którzy zechcą być mądrzy przed szkodą – którzy potrafili się zatrzymać, pozwolą własnej duszy, by ich dogoniła, i zaczną jej słuchać. To nie takie trudne” – pisze Eichelberger i kwituje:

„Ale na szczęście gdzieś głęboko w naszych sercach tli się niegasnąca iskierka tęsknoty za życiem prawdziwym, doniosłym i nieodwołalnym”. We mnie się tli. I Wam też życzę prawdziwego i doniosłego życia. W zgodzie z tym, co jest głęboko w każdym z nas schowane.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go w portalach społecznościowych 🙂
Share on Facebook756Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn139Pin on Pinterest0Share on Google+0Email this to someone

Komentarze

  1. Garapich mówi: Styczeń 6, 2016 at 3:20 pm

    Brawo Basia! Mądra decyzja.

  2. Co za wpis:) Gratuluję podjętej decyzji i odwagi. W pełni się zgadzam, rzeczywistość wirtualna jest fascynującym i często wzbogacającą częścią życia, ale nie powinno go zastępować. Przyjemności z podróżowania, napisania kolejnej książki (pierwsza jest na 5:) i szczęścia kubańsko-nowojorsko-himalajskiego!

  3. Hej.
    Bardzo inspirujący ten wpis. Ostatnio co raz częściej przewartościowuje i definiuje nowe wartości… i okazuje się czym mniej tym lepiej, Czym bardziej pusto tym pełniej:)

  4. Znamienne – rozumiem, że mówienie o braku internetu na Kubie odnosi się do braku wszechonecnego wifi. Bo przeciez Internet byl tam od wielu lat i nawet ponad 10 lat temu dało się komunikować ze światem z kafejek internetowych. W dodatku za całkiem nieduże pieniądze. Czyli nie chodzi o brak, ale o niedomiar. I niedomiar wynikal raczej ze znanego nadmiaru 🙂

  5. piękne wypracowanie mówi: Styczeń 7, 2016 at 8:13 am

    dziennikarz śledzczy miał rację.

  6. Życzę poezji:
    Josif Brodski

    Z Alberta Einsteina

    Jutro się wczoraj, trzecia popołudniu, stało.
    Odtąd dziś jest „nigdy”, w niebyłej przyszłości.
    Bo to, czego już nie ma, z gazetą zetlałą
    i bez jajka w żurze, woli powszedniości.

    Wystarczy rzec „Kowalski”, aby w innej erze,
    nie w latach minionych , być na zawołanie.
    Tak są, ponad blindażem, w transzei żołnierze
    zapatrzeni w miejsce, gdzie żaden nie stanie.

    Tam – zaraza kataru, kwiaty bez zapachu,
    godny racji głupka zrzędny trzepot liści,
    w przestrzeni, gdzie na czarno-białej planszy szachów
    gdy żółte zwycięża – remis nam się iści.

    Katastrofalnie gaśniesz szybciej niż knot w świeczce,
    góry niepokoją przenośne wigwamy.
    Nie chcąc gnieść się po nocy niczym śledzie w beczce
    W dzień, nie świecąc, gwiazdy stukają do bramy.
    1994

    Przełożył Stanisław Ulicki

  7. Super wpis, super decyzja – powodzenia! 😀

  8. Nie chcę martwić Twojego taty, ale po tym roku może nastąpić drugie zakrztuszenie śliwą. Basiu – kibicuję! Niech świat będzie dla Ciebie dobry. I ludzie też. Bo wiesz – są ludzie, których trzeba spotkać i miejsca, które można zobaczyć… Bezpiecznych lotów i do zobaczenia w Australii.

  9. Spokojnego odnajdywania siebie 🙂

  10. Super decyzja! życzę samych życzliwych ludzi w drodze 🙂

  11. Obserwując Panią, widziałam człowieka będącego najlepszym reprezentantem tego, co Pani teraz tak śmiało odrzuca. Gratulacje! Nigdy nie jest za późno by posłuchać głosu duszy i poszukać swojego człowieczeństwa 🙂 A gap year to dobry sposób – wiem z doświadczenia. Wcale nie jest trudno wrócić – wręcz przeciwnie, wraca się silniejszym, bardziej świadomym, odważnym i kreatywnym.
    Życzę tego Pani z całego serca! Trzymam kciuki! Wspaniałej podróży w głąb siebie i radosnego powrotu! 🙂 🙂

  12. Basiu- jesteś niesamowita!! Podziwiać tylko!! POWODZENIA!!

  13. jestem na tak! trochę mi to przypomina mężczyznę, który od ćwierć wieku ściga potwora z Loch Ness, bo to jego marzenie, jego pasja, rzucił wszystko i robi to, co lubi. i co? jest szczęśliwy! Fiolka Najdenowicz też tak zrobiła, sprzedała mieszkania i ruszyła w świat. tak radosnej osoby dawno nie widziałam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *